Presse

Wenn man wüsste, wo das Leben steckt, könnte man es einer toten Fliege einfach wieder reintun und sie lebte weiter. Aber was genau ist das überhaupt, das Leben? Die grossmehrheitlich immer überzeugende Gruppe «Plasma» um Regisseur und Dramatiker Lukas Bangartner führt ihre Theaterrecherche seit dem ersten Projekt «Der Tanz der Honigbiene» im Jahre 2001 konsequent weiter und wächst trotz gruppenspezifischer Theatersprache immer wieder über sich hinaus… …Über allem thront der Techniker, aus der Übersetzermaschine wird bald mal ein irrwitziger Musikmechanismus, der an die Orgel des grössenwahnsinnigen James Mason als Kapitän Nemo im Filmklassiker «20 000 Meilen unter dem Meer» erinnert. Die Assoziationsbilder in «Live» sind zahlreich. Die Angst vor der Zukunft paart sich mit der behaupteten Übermacht von zwei Roböterchen, selbst wenn die finale Wendung eine fast schon zur zynischen Behauptung der letztlichen Hoffnung vom siegenden Guten wird. Dazwischen werden babylonische Türme gebaut, auf denen vier Männer waghalsige Kletterpartien bestreiten. Immer auf der Suche nach dem Ort, wo das Leben hockt. Nach der Fliege kommt der Mensch (ein medinizisches Modell) und live dargestellt von den drei Schauspielern und Jan Ratschko (Orgelspieler) und zahlreichen Puppen. Eine wird bis aufs Stahl-Skelett (Puppenbauten: Walter Kenneth!) seziert, um sich dann mit zwei Schraubbewegungen in eine weibliche Gestalt zu verwandeln. Dann spriesst der Frühling selbst in Lenden von ernstlichen Forschern an der ultimativen Frage, und dieser lästige Sexualtrieb übertölpelt sämtliches Forscherinteresse. Daneben aber gilt das Hauptaugenmerk schon der Entschlüsselung des «Programmes Leben» – und diese Recherche kommt derart aberwitzig komisch daher und natürlich technikverliebt, wie immer bei Plasma, dass der Begriff DADA gefährlich nahe ins Blickfeld rückt. «Live» ist wie immer exakt ausgeführt, überrascht mit Regieideen und zählt auf die Bühnenpräsenz der Darsteller. Kurzum: Wer Lust auf lustvoll präsentierte, ziemlich verquere Spurensuche nach dem alles bestimmen- den menschlichen Programm hat, ist gut beraten, da hinzugehen. Es sind formal wie inhaltlich konzise, aber auch belustigende wie verstörende neunzig Minuten Theater. Gratulation.

P.S

Druhý den festivalu zakončila představením Live! švýcarská skupina Plasma. Propojení elementů organických, strojových a lidských v něm dostoupilo – aspoň v rámci festivalu – maxima a otázky, které přinášelo, nebylo vůbec triviální zodpovědět. Někdo to ve mně před lety zapnul a rozhodl, že se narodím a budu žít, začnu nejdřív růst a pak stárnout… ale nejsem to já, kdo ten proces může ovlivňovat. Já dokonce ani předem nic nevím, neznám plány, jsem jen slepým nositelem! Kdo ale řídí ten stroj mého žití? Plasmu založil a řídí Lukas Bangerter, autor textu, scénograf a režisér této inscenace. Od svého založení v roce 2000 zrealizovala Plasma již 14 projektů. V Krakově nabídli Švýcaři technicky náročné a dramaturgicky rafinované propojení kvalitního textu, odvážného fyzického divadla a technologické preciznosti. Tančí se, zpívá se, staví se pyramida ze stolů, divák zhlédne i několik artistických sestav. Přes svoji konverzační povahu má produkce neuvěřitelný spád založený na obrovské promyšlenosti každého detailu a stojící především na skvělé gestice herců. Své udělala i skvělá práce se světlem, jež zdůrazňovalo maximální černobílost prostoru i postav – jediným barevným akcentem se tak kromě červeně osvětleného varhaníka staly rudé lodičky a boa, jež byly součástí oděvu první smontované ženy–robota.

Divadelni Noviny

Lukas Bangerter to reżyser, pisarz, autor tekstów i wizualizacji przedstawień, które realizuje ze szwajcarską grupą artystyczną PLASMA. Wyreżyserowane przez niego przedstawienie Live! to przykład na to, w jaki sposób ta wyjątkowa formacja zamienia scenę w bezkresne laboratorium eksperymentu fonetycznego, akustycznego i muzycznego, mieszając w różnych proporcjach formę i treść, aż do uzyskania zupełnie nieoczekiwanego, na wpół ożywionego organizmu scenicznego. W spektaklu Live! Formacja Plasma udowadnia, że teatr jest miejscem, gdzie pytanie o istotę życia można zawrzeć, przedstawiając historię zapłodnionej komórki jajowej, z której tworzy się organizm, złożony z bilionów komórek rozmaitych rodzajów; pokazując, że rozwój zygoty i wyodrębnianie się złożonych z niej komórek jest nie tylko jednym z najbardziej niezwykłych procesów w przyrodzie, ale przede wszystkim jedyną instrukcją życia, co do której możemy mieć pewność. Instrukcją życia jako rozwoju, zawartą w DNA, mieszczącym się w jaju i plemniku. Odkrycie, czym naprawdę są te instrukcje i jak funkcjonują, jest ogromnym zadaniem stojącym wciąż przed współczesną nauką, jednak człowiek nie rozumie siebie ani trochę lepiej, kiedy jego życie przedstawi się na tle liczb, wzorów i pomnażających się procesów. Potrzeby maszyny, jaką jest natura, okazują się być bardziej bezwzględne niż kolejny krok robota po teatralnej scenie…

Bookeriada (Poland)

Coś naprawdę poruszającego dzieje się natomiast na scenie, kiedy czterech mężczyzn – każdy z niekłamanym błyskiem dumy w oku – patrzy na pląsy małego robota. Analogia do ojca obserwującego synka, który stawia pierwsze kroki albo lepiej: pierwszy raz w życiu kopie piłkę, narzuca się wręcz samoistnie. Uwypukla się też coś innego, mianowicie refleksja, że właśnie podobieństwo (czy to wygląd zewnętrzny, czy zachowania utożsamiane z człowiekiem) jest tą cudowną przepustką, niepisanym przyzwoleniem społecznym, aby trochę cieplej spojrzeć na rzecz pozbawioną życia. Stąd też nieprzypadkowo na początku spektaklu pojawia się historia o Pigmalionie. Czyż nie mógłby to być mit założycielski nie-ludzkich podmiotów? W nurcie myślenia o uczłowieczeniu maszyny są także końcowe sceny spektaklu, kiedy widzowie mają okazję przyglądać się słodko-łzawej historii miłosnej między PL1 i PL2. On – zdalnie sterowany, połyskujący metalicznie, ona – z diodą urokliwie migającą na niebiesko. Roboty te są wielkości 20-30 centymetrów. Aktorzy przyszłości? A może przeciwnie – ostatnie podrygi sztuki aktorskiej w dobie odchodzenia teatru do lamusa (czy raczej: kosza na pulpicie)? Trochę nazbyt rozciągnięty w pierwszych scenach, ale ostatecznie błyskotliwy i sprawnie poprowadzony Live! kończy się właśnie tym pytaniem.

TEATRALIA KRAKÓW